МЫ - МАНКУРТЫ
К БЛОГУ
КОММЕНТ В БЛОГЕ


Послушать в моем неподражаемом исполнении

Адам Загаевский

Биографическая справка и фото poema.art.pl

Zagajewski Adam (1945-), poeta, eseista, krytyk, prozaik. Członek grupy poetyckiej Teraz, jeden z najwybitniejszych przedstawicieli poetyckiej Nowej Fali, współautor (wraz z J. Kornhauserem) głośnego manifestu literackiego Świat nie przedstawiony (1974). Ukończył filozofię na UJ. Od 1968 pracownik naukowy AGH w Krakowie. Związany z redakcją czasopisma Student, w której także pracował. 1979-1981 przebywał na stypendium w Berlinie Zachodnim. 1982 wyjechał z Polski do Francji. Od 1988 prowadzi cykliczne wykłady w University of Houston (USA). Członek zespołu redakcyjnego Zeszytów Literackich (od 1983 w Paryżu, od 1990 w Warszawie). Opublikował zbiory wierszy: Komunikat (1972), Sklepy mięsne (1975), List. Oda do wielości (1982, poza zasięgiem cenzury), Jechać do Lwowa i inne wiersze (Londyn 1985), Płótno (Paryż 1990). Ziemia ognista (1994), Trzej aniołowie, Three Angels (1998), Pragnienie (1999). Pragnienie uzyskało nominację do nagrody za najlepszą książkę roku NIKE 2000. Powieść Ciepło, zimno (1975). Szkice i eseje - Drugi oddech (1978), Solidarność i samotność (Paryż 1986), Dwa miasta (1991), W cudzym pięknie (1998).

Adam Zagajewski - "Jechać do Lwowa"
 Rodzicom

Jechać do Lwowa. Z którego dworca jechać do
 Lwowa, jeżeli nie we śnie, o świcie,
gdy rosa na walizkach i właśnie rodzą się
ekspresy i torpedy. Nagle wyjechać do
Lwowa, w środku nocy, w dzień, we wrześniu
lub w marcu. Jeżeli Lwów istnieje, pod
 pokrowcami granic i nie tylko w moim
nowym paszporcie, jeżeli proporce drzew
jesiony i topole wciąż oddychają głośno
 jak Indianie a strumienie bełkocą w swoim
ciemnym esperanto a zaskrońce jak miękki
 znak w języku rosyjskim znikają wśród
 traw. Spakować się i wyjechać, zupełnie
 bez pożegnań, w południe, zniknąć
tak jak mdlały panny. I łopiany, zielona
armia łopianów, a pod nimi, pod parasolami
weneckiej kawiarni, ślimaki rozmawiają
o wieczności. Lecz katedra wznosi się,
 pamiętasz, tak pionowo, tak pionowo
jak niedziela i serwetki białe i wiadro
 pełne malin stojące na podłodze i moje
pragnienie, którego jeszcze nie było,
 tylko ogrody chwasty i bursztyn
 czereśni i Fredro nieprzyzwoity.
 Zawsze było za dużo Lwowa, nikt nie umiał
zrozumieć wszystkich dzielnic, usłyszeć
 szeptu każdego kamienia, spalonego przez
 słońce, cerkiew w nocy milczała zupełnie
inaczej niż katedra, Jezuici chrzcili
rośliny, liść po liściu, lecz one rosły,
 rosły bez pamięci, a radość kryła się
wszędzie, w korytarzach i młynkach do
 kawy, które obracały się same, w niebieskich
 imbrykach i w krochmalu, który był pierwszym
formalistą, w kroplach deszczu i w kolcach
róż. Pod oknem żółkły zamarznięte forsycje.
Dzwony biły i drżało powietrze, kornety
 zakonnic jak szkunery płynęły pod
teatrem, świata było tak wiele, że musiał
 bisować nieskończoną ilość razy,
 publiczność szalała i nie chciała
opuszczać sali. Moje ciotki jeszcze
 nie wiedziały, że je kiedyś wskrzeszę
i żyły tak ufnie i tak pojedynczo,
służące biegły po świeżą śmietanę,
 czyste i wyprasowane, w domach trochę
złości i wielka nadzieja. Brzozowski
 przyjechał na wykłady jeden z moich
wujów pisał poemat pod tytułem Czemu,
 ofiarowany wszechmogącemu i było za dużo
Lwowa, nie mieścił się w naczyniu,
rozsadzał szklanki, wylewał się ze
 stawów, jezior, dymił ze wszystkich
 kominów, zamieniał się w ogień i w burzę,
 śmiał się błyskawicami, pokorniał,
wracał do domu, czytał Nowy Testament,
 spał na tapczanie pod huculskim kilimem,
było za dużo Lwowa a teraz nie ma
go wcale, rósł niepowstrzymanie a nożyce
cięły, zimni ogrodnicy jak zawsze
 w maju bez litości bez miłości
 ach poczekajcie aż przyjdzie ciepły
 czerwiec i miękkie paprocie, bezkresne
 pole lata czyli rzeczywistości.
 Lecz nożyce cięły, wzdłuż linii i poprzez
 włókna, krawcy, ogrodnicy i cenzorzy
 cięli ciało i wieńce, sekatory niezmordowanie
 pracowały, jak w dziecinnej wycinance
 gdzie trzeba wystrzyc łabędzia lub sarnę.
 Nożyczki, scyzoryki i żyletki drapały
 cięły i skracały pulchne sukienki
prałatów i placów i kamienic, drzewa
padały bezgłośnie jak w dżungli
i katedra drżała i żegnano się o poranku
 bez chustek i bez łez, takie suche
wargi, nigdy cię nie zobaczę, tyle śmierci
 czeka na ciebie, dlaczego każde miasto
 musi stać się Jerozolimą i każdy
 człowiek Żydem i teraz tylko w pośpiechu
pakować się, zawsze, codziennie
 i jechać bez tchu, jechać do Lwowa, przecież
 istnieje, spokojny i czysty jak
brzoskwinia. Lwów jest wszędzie.

Адам Загаевский (1945-), поэт, ессеист, критик, прозаик. Член поэтической группы Сейчас, один из наиболее выдающихся представителей Новой Волны, соавтор (вместе с Е.Корнхаузером) резонансного литературного манифеста Непредставленный мир (1974). Закончил философский факультет Ягеллонского университета. С 1968 года научный сотрудник AGH в Кракове. Связан с редакцией журнала Студент, в которой тоже работал. В 1979-1981 – стипендиат в Западном Берлине. В 1982 г. выехал из Польши во Францию. С 1988 года периодически читал лекции в университете Хьюстона (США). Член редколлегии Литературных Тетрадей (с 1983 в Париже, с 1990 в Варшаве). Опубликовал сборники стихов: Komunikat (1972), Sklepy mięsne (1975), List. Oda do wielości (1982, poza zasięgiem cenzury), Jechać do Lwowa i inne wiersze (Londyn 1985), Płótno (Paryż 1990). Ziemia ognista (1994), Trzej aniołowie, Three Angels (1998), Pragnienie (1999). 

     Pragnienie номинировалось на премию за наилучшую книгу года NIKE 2000. Повесть  Ciepło, zimno (1975). Этюды и эссе - Drugi oddech (1978), Solidarność i samotność (Paryż 1986), Dwa miasta (1991), W cudzym pięknie (1998).

Адам Загаевский  "Поехать во Львов"

Моим родителям

Поехать во Львов. С какого вокзала ехать
во Львов, коль не во сне, с рассветом,
когда роса на чемоданах и рождаются
 экспрессы и торпеды. Без раздумий направиться
во Львов, средь ночи, днем сентябрьским
или в марте. Если Львов существует, в
укрытии  границ и не только в моем
новом паспорте, если флажки  деревьев
ясени и тополя все еще дышат громко
как индейцы, а ручьи бормочут на своем
темном эсперанто, ужом, как мягкий
знак в российском языке средь трав
скрываются. Собраться и уехать, уехать
без прощаний, в полдень,  пропасть
 как панны томные. И лопухи, зеленая
армада лопухов, а под ними, под зонтиком
кофейни венской, о вечности беседуют
улитки. Лишь  кафедральный ввысь,
помнишь, так вертикально, так отвесно
как воскресенье, и белизна салфеток, и ведро
малины, что рядом на полу да мое
желанье, которого и не было еще,
только сады  бурьян  и янтарь
 черешен и Фредро непристойный.
Львова было всегда много, никто не мог
понять его кварталов, услышать
 шопот всех его камней, сожженых
солнцем, а церковь в ночь молчала
совсем не так, как кафедральный,
 крестили иезуиты растения,  
лист за листком, но они росли,
росли самозабвенно, а радость крылась
везде, в коридорах и мельничках
кофейных, крутящихся самих, и в синих
чайничках, в крахмале, который был
первейшим формалистом, в каплях дождя, в колючках
роз. Желтели под окном замерзшие цветы.
Бил колокол и колебался воздух, чепцы
монахинь, как шхуны плыли
под театром, так много было света, что
должен был бисировать без счета,
безумствовала публика и не хотела
выходить из зала. И тетушки мои еще
 не знали, что некогда их я воскрешу,
и жили так доверчиво и так уединенно,
неслись служанки за сметаной свежей,
отглаженные и чисты, в домах немного
злости и надежда. Бжозовский
на лекции приехал, один из моих
дядек писал поэму под названьем Почему,
и посвятил Всевышнему и было слишком много
Львова, не помещался он в посуде,
он разбивал стаканы и разливался
из прудов, озер, дымил из разных
труб, преобразуясь в пламя и в  грозу,
смеялся молниями, смирнел,
и возвращался в дом, читал Новый Завет,
спал на топчане под ковром гуцульским,
так много было Львова а нынче
нет совсем, неудержимо рос, а ножницы
все стригли, холодные садовники обычно
в мае без жалости без любви
ах подождите теплого июня и
папоротников мягких, бескрайнее
поле лета или яви.
Но ножницы кромсали, вдоль линий и поперек
волокон, садовники, портные, цензоры
кроили тело и венки, неутомимо секаторы
рубили, как в детской вырезке,
где надо выстричь лебедя иль серну.
Ножнички, ножики, бритвочки скребли,
 секли и обрезали  пухлые платья
прелатов и площадей, и домов, деревья
беззвучно валились, как в джунглях,
 дрожала катедра и утром прощались
без слез и платков, такие сухие
уста, никогда тебя не увижу, столько смертей
ожидает тебя, почему каждый город
должен стать Иерусалимом а каждый человек
евреем и только теперь впопыхах
 паковаться, всегда, каждый день
и ехать затаив дыхание, ехать во Львов, ведь
он существует, спокойный и чистый
как персик. Львов есть везде.